Polish II Corps in Italy
June 1944

Dziadek o Kampanii Adriatyckiej i ofensywie na północne Włochy

Piotr Lemieszek

Dziadek opowiada o trudzie życia podczas Kampanii Adriatyckiej i innych przygodach podczas ofensywy na północne Włochy - przełamanie linii Gotów (sierpień-grudzień 1944), oraz ofensywie wiosennej (kwiecień-maj 1945) od czerwca 1944 i późniejszym pobycie we Włoszech do sierpnia 1946. "To dopiero rozumiesz, nas Anglicy zluzowali (po bitwie o Monte Cassino i Piedimonte San Germano). Zajęli nasze stanowiska, a nas do tyłu dali. Nas dali do tyłu i przenieśli na prawe skrzydło nad Adriatyk. Tak. Nad morze Adriatyckie. Tak. Pierwsze nasze spotkanie z Niemcami było pod Monte Cavallo. Tak. Tam. Żeśmy stoczyli z nimi bitwę o miasto Osimo. Żeśmy walczyli. I tak szliśmy Adriatykiem aż do Bolonii. Przez Loreto, Ankonę, Rimini, tu, wszędzie, Pesaro, Seniga. Tędy wszystko pakowaliśmy. Tak. Ponad mieliśmy prawe skrzydło. Ponad morzem. Nasze wojska rąbały, siekały. A oni znowuż szosy nam blokowali, trotylem szosy były wysadzane drzewami. Wiesz. Tam trotylem opasie drzewo i zetnie jak, trotyl rozumiesz zetnie to drzewo jak piła. I po szosach to musiały te buldożery iść i rozsuwać żeby mógł samochód przejść, czołg, itd. A to było bracie… To tylko się mówi, ale jak to się patrzyło… na wszystko. To wykonywało się… to człowiek… o teraz jestem spocony aż. Przeżycia powracają. Mówię ci, że dwadzieścia minut ja nie mogłem powietrza złapać. Ząb na ząb. Ptaki latają. Szczęk. A tu. A tu bracie w miarę gotowości te same dane. I te same dane. Musisz zobaczyć przez wziernik, czy w miejscu, czy na celu stoi. Bo, jak strzelisz, to działo, do góry, a to na gumowych kołach. Jak da bracie. I te. I lemiesze te rozumiesz, co tam stoją, zapory, te łapy tylko do przodu i do tyłu leci. I wtedy stop. Blokują lemiesze te. Trzeba patrzeć co chwile, czy nie zluzowały. Czy nie zeszło z tego krzyżyka panie. I tak szliśmy aż do Bolonii. W Bolonii nas już zmienili. Już tam się zeszli Amerykanie. Połączyli się. Amerykanie szli lewą stroną. Po, nad morzem Tyrreńskim. Livorno, Anzio tędy o szli. Lewą stroną. Tu lewą stroną morzem Tyrreńskim. A my szliśmy prawą stroną nad Adriatykiem. Tak. A Anglicy środkiem. A wszyscy się spotkali w Bolonii. I nas już tam zmienili Anglicy. I nas do tyłu wycofali. Trzydzieści kilometrów do tyłu. Do Recanati. Takiej miejscowości. I tam taki Arek był. Tam my sobie… Kąpali się, prali, wszystko. Wiesz już… Odpoczynek. Dla nas wojna już się skończyła. Już my na front nie poszliśmy więcej. Tylko pełniliśmy posterunki takie ważne, nad jeńcami, tymi, niemieckimi, nad obiektami takimi wojskowymi poważnymi, rozumiesz." "A jak do Szkocji trafiłeś?" "A dopiero w 46-tym. Ja miałem zostać w ogóle na likwidacji we Włoszech. Kapitan mój dowódca dywizji, taki był Szczygielski." "A w jakim ty stopniu byłeś?" "Ja byłem bombardierem. Szczygielski był i on mi mówi, rozumiesz: Marian, ja zostaję na likwidację i ty ze mną zostajesz na likwidację. Rozumiesz. No to ja miałem babkę, rozumiesz, taką nauczycielkę, wiesz..." "Włoszkę?" "Yhy. Bo, bo… tam staliśmy już dłuższy czas. Zaraz na zabawy jeździliśmy. Samochód ja wezmę swój bracie i wio jedziemy na zabawę do Włoch. Na Włoszki. Tam do…" "Jeepem?" "Ja miałem jeepa, ale co tam do jeepa weźmiesz. Siedmiu wejdzie najwyżej. To co to. To ja wziąłem rozumiesz. Poszedłem do… Buczniew taki on się nazywał. On z Wilna pochodził. Szef. Co zarządzał samochodami. Ja mówię; panie sierżancie, daj pan cholera, dodżkę panie. Dodżę, taką wiesz, trzytonówkę taką, wiesz. Na taką możesz ze dwudziestu wsadzić tam. No i jedziemy bracie. My pojechaliśmy, rozumiesz tam do miejscowości… Bo nas zaprosili. To nie tak… Zaprosili. I dwóch Włochów, cywilów jeszcze z nami razem. Pojechali z nami tam. Człowieku tam zaszliśmy… Tak. I tylko, tylko bracie chciałeś pannę ci dał bracie…. I tylko jak chciałeś zatańczyć… Tylko stój przy klatce schodowej. Tylko tup, tup, tup, tup, leci. Klęka. I na imię mówi jak. Ty musisz powiedzieć. Tak. O. I w tany proszę . Przetańczyłeś. Do bufetu. Życzy, proszę bardzo sznapsa, albo winko, albo piwko, co sobie życzy. Tak. Tak bracie. Jak nas później ,rozumiesz, zapoznali to człowieku Włochów nie chcieli w ogóle baby brać. Tylko Polaków koniecznie. No. Włoszka. Cholera, co ona mi nie robiła, człowieku. Ja właśnie odjeżdżam, a ona mi mówi. Bo ja obiecałem już… Bo tak mi kapitan powiedział… Bo ja już byłem pewny… Aaa... Już się ucieszyła panie tu, że ja na likwidację zostaję. A tu bracie, okazuje się, nie da rady. Nie. Jeszcze nie tak było. Dowódca był taki Łyżyński, pułkownik. To bladź był. To żyletka. To drugi Stalin skurwysyn. Kapitan Wiatr taki był. On był dowódcą dywizjonu. Drugi kapitan był Szczygielski, to na likwidacji miał zostać. A Wiatr był dowódcą dywizjonu z którym razem wyjeżdżaliśmy. Mówi tak do mnie; wiesz co Marian, mówi, ja cię przedstawię do raportu do starego. Rozumiesz. Że masz narzeczoną, żeby zostać na likwidacji, wiesz. A dowództwo pułku stało w Monte Troccio. No i rozumiesz pojechaliśmy tam. On prowadził jeepa ten kapitan. Zajechaliśmy. Nie ma. Jest na przeglądzie artylerii, tam gdzieś w miejscowości jakiejś. Niedaleko tego tej miejscowości. Czekamy. Co będzie. Czekamy. Ja mówię panie kapitanie to będzie nic z tego, cholera mówię. On mówi spróbujemy. Wreszcie jest. Przyjechał. Spojrzał tak. Po mnie panie. Po kapitanie. Kapitan zaraz za nim. A ja zostałem. Tak. Co ja mam do gadki. A tam za chwilę, wzywa mnie kapitan. I przedstawia, melduje jemu, do pułkownika, w jakiej sprawie itd. Do raportu. Z prośbą o to i oto. Tak. A on do mnie mówi tak; ty chłopie! Ty z Włoszką chcesz się żenić. A na ciebie w kraju tam czekają Polki. A co, mówi, jak spojrzysz, to co? Noski jeszcze widzi, noski ? Pantofle? Rozumiesz. Brzuch, wiesz. Ja mówię, do tego stopnia, panie pułkowniku, nie doszło jeszcze. Odmaszerować. W tył zwrot. Odmaszerować. Ot i masz bracie. I koniec. I przyjeżdżam, i mówię do kobiety. Ona mówi do mnie, żebym ja zdezerterował. Ona ma, rozumiesz, brata w Ameryce. Uczy się na lekarza, rozumiesz. Pełna szafa, pokazuje mi. Pełna szafa jedna i druga ubrań męskich. Różnych. Różnego rozmiaru. Mówi, masz tu. Nigdzie nie będziesz szedł. Ja ci tu wszystko dam. Ale to ja, mówię, to ja tu będę siedział, będę srał wszystko panie. No, mówi, trudno. Musisz jakiś czas. I tak mi kombinowała, żebym ja zdezerterował. A u nas, bracie, za dezercję kula w łeb. Tak. Ja mówię, słuchaj. Na ostatniej stronicy pejbuków, tu książeczka pejbuk się nazywała. Po angielsku. Pejbuk. Rozumiesz, na ostatniej stronicy pisze: w razie dezercji, lub gwałtu na kobiecie kula w łeb, sąd polowy. Tak. Nie wolno było ru… Nie da rady. Chcesz, to legalnie możesz sobie pójść do agencji panie. I jaką chcesz sobie wybrać, panie. Tam tego. I ile chciał panie tego. I taka sprawa. No i tak o. Jeszcze pobyłem jakieś… I w sierpniu, w sierpniu w 1946 roku rozumiesz, wyjazd do Szkocji".

dyskutuj
comments powered by Disqus