Polish II Corps in Italy
October 1943

Ucieczka dziadka z Wehrmachtu

Janusz Nowicki

Niestety, ale mój dziadek Leon Schröder już nie żyje. Ale jak tylko miałem okazję próbowałem "wycisnąć" z niego jakieś wojenne opowieści. Urodził się w Przodkowie na Kaszubach, później mieszkał w Orlu k. Wejherowa, a następnie do końca życia w Małej Piaśnicy - nieopodal lasu w którym swoje życie w latach 1939 - 1940 przedwcześnie zakończyło co najmniej 12 tys. Polaków i miejscowych Kaszubów. Dziadek dzięki swoim przejściom nie lubił opowiadać o wojennych przeżyciach. W kampanii wrześniowej 1939 r. był sanitariuszem na Kępie Oksywskiej. Trafił do oflagu, ale powrócił do domu. Później jako Kaszub - nie wiem w jakich okolicznościach, a te na tych terenach były bardzo różne - przyjął III niemiecką grupę narodowościową. Niemcy traktowali Kaszubów jako element nadający się do zniemczenia, więc początkowo proponowali i zachęcali do przyjmowania "grupy". Jednak ze względu na słabe wyniki tej akcji, później zaczęli grozić, zastraszać i wywozić do obozu koncentracyjnego Stutthof. W związku z przyjętą III grupą dziadek trafił do Wehrmachtu, gdzie służył w oddziałach wartowniczych. Nie wiele wiem o drodze jaką przebył w niemieckim wojsku, ale na szczęście trafił na front zachodni. Ostatecznie wylądował we Włoszech. To musiał być już chyba 1944 r. Wówczas to pewnego razu z dwoma Ślązakami - także służącymi w Wehrmachcie - uciekł na drugą stronę frontu. Jak dobrze pamiętam, dziadek wspominał że jakiś czas przebywał w obozie, gdzie w tym czasie sprawdzano czy uciekinierzy nie byli specjalnie podsuniętymi szpiegami niemieckimi. Gdy jednak potwierdzono tożsamość dziadka, trafił on do Armii Andersa. Niestety, nie wiele też wiem o tym okresie. Ale pewne jest, że dziadek walczył już w polskim wojsku, gdy zdobywano Monte Cassino. Czy brał udział w samych walkach o klasztor - tego nie wiem. Po wojnie zdecydował się wrócić do rodziny. Jak wielu jemu podobnych był kilkakrotnie przesłuchiwany przez Urząd Bezpieczeństwa. Na szczęście dziadek ani w Wojsku Polskim, ani w Wehrmachcie, ani też w Armii Andersa nie zdobył żadnej większej "szarży". W końcu dano mu spokój, ale te przesłuchania z lat powojennych na zawsze "utrudniły" wydobycie od dziadka jakichś szerszych relacji i opowieści z lat wojennych. Szkoda, bo chyba sporo widział i warto byłoby tego wszystkiego posłuchać...

dyskutuj
comments powered by Disqus